9 października 2012

Never look back.


Marzy mi się domek. Niewielki, dwupiętrowy, żeby była też sypialnia dla gości. I dwie łazienki. Albo parterowy z przytulnym poddaszem. Obowiązkowo z ogrodem, nie musi być duży. Miłoby było mieć trochę placu i kilka krzaczków, gdzie w letni, słoneczni dzień można poleżeć czy pochodzić na boso po zielonej trawie. Chciałabym już być z Nim, na stałe, na co dzień, siedzieć na werandzie i pić herbatę rano. Czytać gazetę, czy rozmawiać o czymkolwiek.

2 października 2012

Let's just live the moment.

Więc Chorwacja. Początkowo planowaliśmy udać się na Pag, jednak kiedy odkryliśmy, że po sezonie nic, kompletnie nic się tam nie dzieje (wyglądało to na opuszczone miasto, dosłownie) zrezygnowaliśmy i udaliśmy się do Zadaru. Było całkiem słonecznie i przyjemnie. Minimum sześcio kilometrowe codzienne spacery, próbowanie nowych potraw i rozpoczęcie dnia po przyjeździe od regionalnej rakiji (a mówią, że to Polacy dużo piją!). Podróż była wyczerpująca, jechaliśmy samochodem z Warszawy, przez Czechy, Austrię i Słowenię. Co ciekawe 1/3 całego czasu zajął przejazd przez Polskę. Byłam zachwycona kulturą kierowców w innych krajach, zawsze mnie to fascynowało, że wszyscy jeżdżą tam spokojnie, ustępują pierszeństwa, znają przepisy i wiedzą jak się zachować.



14 września 2012

Make your dreams come true.

Czy to możliwe, by w wieku 21 lat czuć się, jakby miało się 70? Tak, momentami odnoszę wrażenie, że zdziadziałam, czuję się przytłoczona wszystkimi problemami, brakuje mi siły do działania (ochoty poniekąd też). Moje życie kręci się ostatnio wokół pracy i studiów. I właściwie na tym jest koniec. A przepraszam gdzie te wymarzone podróże, gdzie setki przeczytanych książek i obejrzanych filmów? Gdzie wyjścia ze znajomymi, wypady do kina, teatru czy choćby na kawę? Nie wiem gdzie zatraciłam też chęć do pisania, wchodząc dziś na bloga doznałam wielkiego szoku, gdy uświadomiłam sobie, że po raz ostatni opublikowałam jakikolwiek post w lutym.

Cóż, w najbliższej przyszłości planuję to zmienić, planuję zmienić wszystko. Rzucam pracę, bo nie będę się męczyć w czymś co nie daje mi satysfakcji, nie będę się starać na siłę, ponad normę, bo się wykończę. A wszystkich i tak nie zadowolę, bo zawsze ktoś będzie w stanie doszukać się czegoś, do czego możnaby się przyczepić. Więc... Od 19 września robię się bezrobotna i cudownie się złożyło, bo 22 września właśnie planuję wyjechać do Chorwacji. Należy mi się, do cholery, nigdzie nie byłam od dwóch lat. Tylko praca, studia, praca, studia i tak w kółko. Ile można? Nie mam jeszcze na utrzymaniu domu ani dzieci, ba, nawet kota, więc czemu miałabym sobie żałować? Właśnie nie wiem i nie rozumiem dlaczego zwlekałam z tym aż tak długo. W końcu jednak doszłam do odpowiednich wniosków, zaczęłam w tym kierunku działać i w końcu słońce pojawiło się na moim niebie. Mam nadzieję, że na tym, pod którym będę od przyszłej soboty też będzie go pod dostatkiem.


28 lutego 2012

Hello, goodbye.

Szukam pracy. Od miesiąca. Oficjalnie jestem jeszcze zatrudniona w firmie, w której pracowałam ponad pół roku, jednak pojawił się problem z projektami. I jestem coraz bardziej zagubiona. Nie rozumiem logiki w tym kraju, ani motywów, które kierują tymi firmami.
Po co jest możliwość studiowania zaocznie, skoro nie ma możliwości zdobycia pracy? Można by całość określić w dwóch zdaniach, jednak dzisiaj została przekroczona cienka granica mojej cierpliwości.
Wszędzie oczekiwane jest doświadczenie. Wszędzie, nawet na asystentkę w firmie widmo. Jestem w stanie zrozumieć międzynarodowe korporacje, naprawdę, wtedy jasne i języki i fajnie byłoby, żeby za takie rzeczy odpowiadała osoba, która się na tym zna. Ale małe firmy, których prawie nikt nie odwiedza a spotkania odbywają się na mieście? No błagam, po co minimum trzy języki i 2 (lub więcej) lat doświadczenia? Nie wiem jak dla innych, ale zrobienie kawy, odebranie telefonu, odpisanie na maile, przekazanie poczty czy przygotowanie prezentacji to nie jest dla mnie problem.
Pojawia się pytanie. Jak do cholery mam zdobyć doświadczenie, skoro nikt mnie nie zatrudni, bo go nie mam? Koło się zamyka, a ja nie mam zielonego pojęcia co ze sobą zrobić. W każdym razie wiem, że odpowiadał mi tryb życia, gdzie pracowałam w tygodniu, a studiowałam w weekendy i nie koniecznie skłaniałabym się ku przeniesieniu na studia dzienne. Poza tym przyzwyczaiłam się do posiadania pieniędzy i dziwnie mi teraz, kiedy comiesięczny przypływ gotówki się skończył.