Wracałam ostatnio z kolejnej rozmowy kwalifikacyjnej, gdyż
wciąż jestem na etapie poszukiwania pracy. Z powodu warunków pogodowych podróż
była uciążliwa i długa, mimo iż zwykle dojazd do centrum z/do mojej dzielnicy
zajmuje mi około 15 minut. Śnieg nadal padał obficie, tym razem jednak
zrezygnowałam z kolei i postawiłam na autobus. Z braku ciekawszego zajęcia
przyglądałam się ludziom, którzy jechali ze mną w autobusie i doszłam do pewnych
wniosków. Mianowicie przestałam się zgadzać z twierdzeniem, że Polki są
pięknymi kobietami. I nie chciałabym tu nikogo urazić, bo urody nikomu nie chcę
i nie zamierzam ujmować, ale zauważyłam przykry fakt – kobiety są zaniedbane.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą refleksje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą refleksje. Pokaż wszystkie posty
18 marca 2013
27 lutego 2013
C'mon let me ride
Czuję wiosnę. Nawet nie ze względu na nieco wyższą
temperaturę i brak śniegu, a na fakt, że zaczynam budzić się do życia. Gdzieś
tam w głębi zaczyna przybywać mi sił i motywacji do czegokolwiek. Do studiów,
do szukania pracy, do samorozwoju. Zaczynam działać, zaczyna mi się chcieć, bo
przerwał się ten zimowy sen. Sprzyja temu też fakt, że na zewnątrz jest coraz
dłużej jasno. Robię wiosenne porządki, wyprzedaże na allegro, próbuję uzupełnić
jakoś na wiosnę garderobę. Więcej czytam i oglądam, staram się nadrobić
zaległości, póki jeszcze mam trochę wolnego czasu.
15 lutego 2013
Rozmowa kwalifikacyjna.
Spotkałam się ostatnio z koleżanką, która jest menedżerem w
pewnej restauracji w Warszawie. Siedziałyśmy przy kawie, rozmawiając de facto o
wszystkim i niczym. W pewnym momencie koleżanka poruszyła temat pracy,
rozmawiałyśmy o tym, jak ciężko jest teraz na rynku pracy, pracodawcy mają
wysokie wymagania i ciężko jest osobom z naszym doświadczeniem i w tak młodym
wieku znaleźć zatrudnienie/dobre stanowisko.
4 stycznia 2013
Tomorrow.
Wyszłam na prostą. Długo brakowało mi tego momentu, ponieważ przez dłuższy czas miałam wrażenie, że wszystko jest przeciwko mnie. Niestety w moim przypadku nie ma półśrodków - albo wszystko jest fantastycznie, albo tragicznie. Niemniej jednak udało się naprostować sprawy, posunąć do przodu choć o niewielki kawałek. Więc jestem szczęśliwa takim obrotem spraw, takim rozpoczęciem nowego roku. Nie będę robiła podsumowań, bo nie ma do czego wracać, trzeba iść do przodu i nie oglądać się za siebie. Realizować swoje marzenia, spełniać ewentualne postanowienia i starać się przeżyć jak najlepiej kolejny rok. By niczego nie żałować. Wszystko tak naprawdę jest kwestią naszych wyborów, to jak potoczą się nasze życia w głównej mierze zależy od nas.
23 listopada 2012
The most wonderful day of the year.
Wspólna Wigilia?
Moja rodzina jest raczej konserwatywna i zamknięta. Mam na myśli tę najbliższą,
z którą spędzam najwięcej czasu. Domowników. Członkowie są tradycjonalistami i
nie chętnie wprowadzają jakiekolwiek zmiany. Przez ostatnie dwa lata chcąc nie
chcąc musieli się przyzwyczaić, ponieważ w moim życiu pojawiła się bardzo ważna
osoba, a co za tym idzie – wiele rzeczy uległo zmianom.
7 listopada 2012
Dreamcatcher.
14 września 2012
Make your dreams come true.
Czy to możliwe, by w wieku 21 lat czuć się, jakby miało się 70? Tak, momentami odnoszę wrażenie, że zdziadziałam, czuję się przytłoczona wszystkimi problemami, brakuje mi siły do działania (ochoty poniekąd też). Moje życie kręci się ostatnio wokół pracy i studiów. I właściwie na tym jest koniec. A przepraszam gdzie te wymarzone podróże, gdzie setki przeczytanych książek i obejrzanych filmów? Gdzie wyjścia ze znajomymi, wypady do kina, teatru czy choćby na kawę? Nie wiem gdzie zatraciłam też chęć do pisania, wchodząc dziś na bloga doznałam wielkiego szoku, gdy uświadomiłam sobie, że po raz ostatni opublikowałam jakikolwiek post w lutym.
Cóż, w najbliższej przyszłości planuję to zmienić, planuję zmienić wszystko. Rzucam pracę, bo nie będę się męczyć w czymś co nie daje mi satysfakcji, nie będę się starać na siłę, ponad normę, bo się wykończę. A wszystkich i tak nie zadowolę, bo zawsze ktoś będzie w stanie doszukać się czegoś, do czego możnaby się przyczepić. Więc... Od 19 września robię się bezrobotna i cudownie się złożyło, bo 22 września właśnie planuję wyjechać do Chorwacji. Należy mi się, do cholery, nigdzie nie byłam od dwóch lat. Tylko praca, studia, praca, studia i tak w kółko. Ile można? Nie mam jeszcze na utrzymaniu domu ani dzieci, ba, nawet kota, więc czemu miałabym sobie żałować? Właśnie nie wiem i nie rozumiem dlaczego zwlekałam z tym aż tak długo. W końcu jednak doszłam do odpowiednich wniosków, zaczęłam w tym kierunku działać i w końcu słońce pojawiło się na moim niebie. Mam nadzieję, że na tym, pod którym będę od przyszłej soboty też będzie go pod dostatkiem.
Cóż, w najbliższej przyszłości planuję to zmienić, planuję zmienić wszystko. Rzucam pracę, bo nie będę się męczyć w czymś co nie daje mi satysfakcji, nie będę się starać na siłę, ponad normę, bo się wykończę. A wszystkich i tak nie zadowolę, bo zawsze ktoś będzie w stanie doszukać się czegoś, do czego możnaby się przyczepić. Więc... Od 19 września robię się bezrobotna i cudownie się złożyło, bo 22 września właśnie planuję wyjechać do Chorwacji. Należy mi się, do cholery, nigdzie nie byłam od dwóch lat. Tylko praca, studia, praca, studia i tak w kółko. Ile można? Nie mam jeszcze na utrzymaniu domu ani dzieci, ba, nawet kota, więc czemu miałabym sobie żałować? Właśnie nie wiem i nie rozumiem dlaczego zwlekałam z tym aż tak długo. W końcu jednak doszłam do odpowiednich wniosków, zaczęłam w tym kierunku działać i w końcu słońce pojawiło się na moim niebie. Mam nadzieję, że na tym, pod którym będę od przyszłej soboty też będzie go pod dostatkiem.
28 lutego 2012
Hello, goodbye.
Szukam pracy. Od miesiąca. Oficjalnie jestem jeszcze zatrudniona w firmie, w której pracowałam ponad pół roku, jednak pojawił się problem z projektami. I jestem coraz bardziej zagubiona. Nie rozumiem logiki w tym kraju, ani motywów, które kierują tymi firmami.
Po co jest możliwość studiowania zaocznie, skoro nie ma możliwości zdobycia pracy? Można by całość określić w dwóch zdaniach, jednak dzisiaj została przekroczona cienka granica mojej cierpliwości.
Wszędzie oczekiwane jest doświadczenie. Wszędzie, nawet na asystentkę w firmie widmo. Jestem w stanie zrozumieć międzynarodowe korporacje, naprawdę, wtedy jasne i języki i fajnie byłoby, żeby za takie rzeczy odpowiadała osoba, która się na tym zna. Ale małe firmy, których prawie nikt nie odwiedza a spotkania odbywają się na mieście? No błagam, po co minimum trzy języki i 2 (lub więcej) lat doświadczenia? Nie wiem jak dla innych, ale zrobienie kawy, odebranie telefonu, odpisanie na maile, przekazanie poczty czy przygotowanie prezentacji to nie jest dla mnie problem.
Pojawia się pytanie. Jak do cholery mam zdobyć doświadczenie, skoro nikt mnie nie zatrudni, bo go nie mam? Koło się zamyka, a ja nie mam zielonego pojęcia co ze sobą zrobić. W każdym razie wiem, że odpowiadał mi tryb życia, gdzie pracowałam w tygodniu, a studiowałam w weekendy i nie koniecznie skłaniałabym się ku przeniesieniu na studia dzienne. Poza tym przyzwyczaiłam się do posiadania pieniędzy i dziwnie mi teraz, kiedy comiesięczny przypływ gotówki się skończył.
Po co jest możliwość studiowania zaocznie, skoro nie ma możliwości zdobycia pracy? Można by całość określić w dwóch zdaniach, jednak dzisiaj została przekroczona cienka granica mojej cierpliwości.
Wszędzie oczekiwane jest doświadczenie. Wszędzie, nawet na asystentkę w firmie widmo. Jestem w stanie zrozumieć międzynarodowe korporacje, naprawdę, wtedy jasne i języki i fajnie byłoby, żeby za takie rzeczy odpowiadała osoba, która się na tym zna. Ale małe firmy, których prawie nikt nie odwiedza a spotkania odbywają się na mieście? No błagam, po co minimum trzy języki i 2 (lub więcej) lat doświadczenia? Nie wiem jak dla innych, ale zrobienie kawy, odebranie telefonu, odpisanie na maile, przekazanie poczty czy przygotowanie prezentacji to nie jest dla mnie problem.
Pojawia się pytanie. Jak do cholery mam zdobyć doświadczenie, skoro nikt mnie nie zatrudni, bo go nie mam? Koło się zamyka, a ja nie mam zielonego pojęcia co ze sobą zrobić. W każdym razie wiem, że odpowiadał mi tryb życia, gdzie pracowałam w tygodniu, a studiowałam w weekendy i nie koniecznie skłaniałabym się ku przeniesieniu na studia dzienne. Poza tym przyzwyczaiłam się do posiadania pieniędzy i dziwnie mi teraz, kiedy comiesięczny przypływ gotówki się skończył.
2 lutego 2012
Be my Valentine?
Zbliżają się Walentynki i nasza pierwsza rocznica. Wielkimi krokami. A ja wciąż nie mam pojęcia co mogłabym kupić czy zrobić. Co prawda mam gdzieś w głowie pewien pomysł, ale jakoś nie mam przekonania co do jego realizacji. Posunęłam się nawet do szukania inspiracji w google (nigdy wcześniej tego nie robiłam i w sumie wstyd się do tego przyznać, szczególnie biorąc pod uwagę co tam znalazłam), ale rady trzynastolatek kup mu misia, poduszkę w kształcie serduszka lub czekoladki nie bardzo do mnie jednak przemawiają. Tak jakby... Jesteśmy za starzy na takie prezenty?
21 stycznia 2012
A year ago I would've never guessed my life would the way it is now.
Szokujące jak bardzo zmieniają się nasze priorytety i sposób patrzenia na wiele spraw. Jak niewiele czasu potrzebujemy na dokonanie tych zmian. I niejednokrotnie nie zdajemy sobie nawet sprawy, że owe się dokonały.
Sylwester się nie udał, zawsze wyobrażałam sobie inaczej świętowanie Nowego Roku. Nadszedł czas refleksji, wróciły sprawy, które dawno powinny zostać pogrzebane, które z uporem maniaka wypychałam ze świadomości. Pokazały się ze zdwojoną siłą, kiedy moja bariera opadła, kiedy zrobiła się dziura w murze. I spróbowałam czegoś, co od dłuższego czasu mnie męczyło, nie wyszło, ale dzięki temu chociaż mam jasność sytuacji.
Sesja powoli mnie wykańcza, zabiera mi resztki sił i pozytywnego nastawienia. Nie wiem czy nie przeceniłam swoich możliwości, nigdy nie byłam dobra w przedmiotach ścisłych, a na kierunku, na który się zdecydowałam mam z nimi całkiem sporo do czynienia. Zostały jeszcze 3 kolokwia i 3 egzaminy, mam nadzieję, że uda mi się to pozaliczać. Brakuje mi chwili spokoju, rozrywki. Poszłabym na zakupy, do kina, spotkała się ze znajomymi na jakiejś kawie - niestety brakuje mi na to czasu.
Pociesza mnie trochę widok śniegu za oknem, gdy tak uroczo sypie, czekałam na ten moment od dłuższego czasu. Ale tracę jakoś sens, motywację i chęć do działania. Co w gruncie rzeczy jest przerażające.
Sylwester się nie udał, zawsze wyobrażałam sobie inaczej świętowanie Nowego Roku. Nadszedł czas refleksji, wróciły sprawy, które dawno powinny zostać pogrzebane, które z uporem maniaka wypychałam ze świadomości. Pokazały się ze zdwojoną siłą, kiedy moja bariera opadła, kiedy zrobiła się dziura w murze. I spróbowałam czegoś, co od dłuższego czasu mnie męczyło, nie wyszło, ale dzięki temu chociaż mam jasność sytuacji.
Sesja powoli mnie wykańcza, zabiera mi resztki sił i pozytywnego nastawienia. Nie wiem czy nie przeceniłam swoich możliwości, nigdy nie byłam dobra w przedmiotach ścisłych, a na kierunku, na który się zdecydowałam mam z nimi całkiem sporo do czynienia. Zostały jeszcze 3 kolokwia i 3 egzaminy, mam nadzieję, że uda mi się to pozaliczać. Brakuje mi chwili spokoju, rozrywki. Poszłabym na zakupy, do kina, spotkała się ze znajomymi na jakiejś kawie - niestety brakuje mi na to czasu.
Pociesza mnie trochę widok śniegu za oknem, gdy tak uroczo sypie, czekałam na ten moment od dłuższego czasu. Ale tracę jakoś sens, motywację i chęć do działania. Co w gruncie rzeczy jest przerażające.
31 grudnia 2011
2012 please, be good to me.
Nadszedł cudowny dzień podsumowań, kiedy to większość ludzi robi postanowienia, których i tak 99% z nich nie dotrzyma. W tym roku także nie będę ich robić, jedyne na co się porwę to lista rzeczy, które chciałabym zrobić w 2012. Myślę, że lista rzeczy, które się chce jest łatwiejsza w realizacji niż zakazy czy nakazy.
So this is Christmas.
Przed świątecznie, z lekkim opóźnieniem. Napisane, czekało w szkicach, ale nie miałam kiedy opublikować. Wybaczcie.
Nie czuję magii tych świąt. Kompletnie. Ani trochę. Próbuję je w sobie obudzić na wiele sposobów - prezenty już zakupione, piętrzą się pięknie zapakowane w kolorowy, świąteczny papier na moim biurku. Wczoraj upiekłam pierniczki, pachniały w całym domu, w gruncie rzeczy są całkiem smaczne. Świąteczne piosenki też niespecjalnie na mnie działają, wierzę jeszcze w magię choinki i Love Actually, mam nadzieję, że to chociaż sprawi, że poczuję święta. Muszę jeszcze ozdobić świątecznie swój pokój, jakieś lampki, mała choinka czy chociażby jemioła pod sufitem, zobaczymy. Zdecydowanie brakuje mi śniegu, on jednak sprawia, że klimat świąt jest bardziej wyczuwalny, namacalny.
Nie mam jeszcze jakichś konkretnych planów na Sylwestra, nie mam pojęcia co będziemy robić. W tym roku wszystko jest jakieś takie... Niezorganizowane? Wszystko jest jedną wielką niewiadomą. Nawet jeszcze nie wiem, o której godzinie jest jutro Wigilia, co w gruncie rzeczy jest całkiem ciekawe.
Mam ochotę usiąść w spokoju, włączyć jakiś film i nadrobić zaległości w serialach z kubkiem herbaty w dłoniach, jednak raczej nie będzie mi to dane, zaraz po świętach zaczynam serię kolokwiów i egzaminów i do tego wypadałoby coś w końcu zrobić.
Nie czuję magii tych świąt. Kompletnie. Ani trochę. Próbuję je w sobie obudzić na wiele sposobów - prezenty już zakupione, piętrzą się pięknie zapakowane w kolorowy, świąteczny papier na moim biurku. Wczoraj upiekłam pierniczki, pachniały w całym domu, w gruncie rzeczy są całkiem smaczne. Świąteczne piosenki też niespecjalnie na mnie działają, wierzę jeszcze w magię choinki i Love Actually, mam nadzieję, że to chociaż sprawi, że poczuję święta. Muszę jeszcze ozdobić świątecznie swój pokój, jakieś lampki, mała choinka czy chociażby jemioła pod sufitem, zobaczymy. Zdecydowanie brakuje mi śniegu, on jednak sprawia, że klimat świąt jest bardziej wyczuwalny, namacalny.
Nie mam jeszcze jakichś konkretnych planów na Sylwestra, nie mam pojęcia co będziemy robić. W tym roku wszystko jest jakieś takie... Niezorganizowane? Wszystko jest jedną wielką niewiadomą. Nawet jeszcze nie wiem, o której godzinie jest jutro Wigilia, co w gruncie rzeczy jest całkiem ciekawe.
Mam ochotę usiąść w spokoju, włączyć jakiś film i nadrobić zaległości w serialach z kubkiem herbaty w dłoniach, jednak raczej nie będzie mi to dane, zaraz po świętach zaczynam serię kolokwiów i egzaminów i do tego wypadałoby coś w końcu zrobić.
25 listopada 2011
I czując cię obok opowiem o wszystkim jak często się boję i czuję się nikim.
Zastanawiasz się jak to jest, że zależy ci na kimś, a ranisz tę osobę. I tej osobie na tobie zależy, ale też cię rani, mimowolnie, nie zastanawiając się nad tym nawet przez sekundę. Nieświadomie. Jesteś skłonny do wielu poświęceń, ale tej osobie brakuje odwagi, by podzielić się z tobą swoimi problemami, kłopotami i za wszelką cenę chce uporać się z nimi sam. Mimo, że ma świadomość, że może na tobie polegać, że zrobisz co będziesz mógł. I na pewno przy nim będziesz, nie zostawisz, nawet jeśli nie dasz rady pomóc, to będziesz udzielać duchowego wsparcia. I kiedy wiesz, że zależy ci tak bardzo, że jesteś w stanie poświęcić swoje szczęście, by sprawić przyjemność tej osobie, a ona tego nie docenia albo wcale tego od ciebie nie chce – łamie ci się serce. Nie ufa ci. I czujesz jakby twoje życie rozpadało się na drobne kawałeczki. Cały świat wypada ci w jednej chwili z rąk, czujesz jak przelatuje ci przez palce. Po chwili wściekasz się na siebie, bo przecież wiesz, że wszystko będzie dobrze, że jakoś się ułoży i nie powinieneś się martwić, jednak to zalega gdzieś w tobie, jest zakorzenione bardzo głęboko i nie potrafisz się tego pozbyć. W żaden sposób, bo jest to silniejsze od ciebie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





