Szokujące jak bardzo zmieniają się nasze priorytety i sposób patrzenia na wiele spraw. Jak niewiele czasu potrzebujemy na dokonanie tych zmian. I niejednokrotnie nie zdajemy sobie nawet sprawy, że owe się dokonały.
Sylwester się nie udał, zawsze wyobrażałam sobie inaczej świętowanie Nowego Roku. Nadszedł czas refleksji, wróciły sprawy, które dawno powinny zostać pogrzebane, które z uporem maniaka wypychałam ze świadomości. Pokazały się ze zdwojoną siłą, kiedy moja bariera opadła, kiedy zrobiła się dziura w murze. I spróbowałam czegoś, co od dłuższego czasu mnie męczyło, nie wyszło, ale dzięki temu chociaż mam jasność sytuacji.
Sesja powoli mnie wykańcza, zabiera mi resztki sił i pozytywnego nastawienia. Nie wiem czy nie przeceniłam swoich możliwości, nigdy nie byłam dobra w przedmiotach ścisłych, a na kierunku, na który się zdecydowałam mam z nimi całkiem sporo do czynienia. Zostały jeszcze 3 kolokwia i 3 egzaminy, mam nadzieję, że uda mi się to pozaliczać. Brakuje mi chwili spokoju, rozrywki. Poszłabym na zakupy, do kina, spotkała się ze znajomymi na jakiejś kawie - niestety brakuje mi na to czasu.
Pociesza mnie trochę widok śniegu za oknem, gdy tak uroczo sypie, czekałam na ten moment od dłuższego czasu. Ale tracę jakoś sens, motywację i chęć do działania. Co w gruncie rzeczy jest przerażające.
21 stycznia 2012
31 grudnia 2011
2012 please, be good to me.
Nadszedł cudowny dzień podsumowań, kiedy to większość ludzi robi postanowienia, których i tak 99% z nich nie dotrzyma. W tym roku także nie będę ich robić, jedyne na co się porwę to lista rzeczy, które chciałabym zrobić w 2012. Myślę, że lista rzeczy, które się chce jest łatwiejsza w realizacji niż zakazy czy nakazy.
So this is Christmas.
Przed świątecznie, z lekkim opóźnieniem. Napisane, czekało w szkicach, ale nie miałam kiedy opublikować. Wybaczcie.
Nie czuję magii tych świąt. Kompletnie. Ani trochę. Próbuję je w sobie obudzić na wiele sposobów - prezenty już zakupione, piętrzą się pięknie zapakowane w kolorowy, świąteczny papier na moim biurku. Wczoraj upiekłam pierniczki, pachniały w całym domu, w gruncie rzeczy są całkiem smaczne. Świąteczne piosenki też niespecjalnie na mnie działają, wierzę jeszcze w magię choinki i Love Actually, mam nadzieję, że to chociaż sprawi, że poczuję święta. Muszę jeszcze ozdobić świątecznie swój pokój, jakieś lampki, mała choinka czy chociażby jemioła pod sufitem, zobaczymy. Zdecydowanie brakuje mi śniegu, on jednak sprawia, że klimat świąt jest bardziej wyczuwalny, namacalny.
Nie mam jeszcze jakichś konkretnych planów na Sylwestra, nie mam pojęcia co będziemy robić. W tym roku wszystko jest jakieś takie... Niezorganizowane? Wszystko jest jedną wielką niewiadomą. Nawet jeszcze nie wiem, o której godzinie jest jutro Wigilia, co w gruncie rzeczy jest całkiem ciekawe.
Mam ochotę usiąść w spokoju, włączyć jakiś film i nadrobić zaległości w serialach z kubkiem herbaty w dłoniach, jednak raczej nie będzie mi to dane, zaraz po świętach zaczynam serię kolokwiów i egzaminów i do tego wypadałoby coś w końcu zrobić.
Nie czuję magii tych świąt. Kompletnie. Ani trochę. Próbuję je w sobie obudzić na wiele sposobów - prezenty już zakupione, piętrzą się pięknie zapakowane w kolorowy, świąteczny papier na moim biurku. Wczoraj upiekłam pierniczki, pachniały w całym domu, w gruncie rzeczy są całkiem smaczne. Świąteczne piosenki też niespecjalnie na mnie działają, wierzę jeszcze w magię choinki i Love Actually, mam nadzieję, że to chociaż sprawi, że poczuję święta. Muszę jeszcze ozdobić świątecznie swój pokój, jakieś lampki, mała choinka czy chociażby jemioła pod sufitem, zobaczymy. Zdecydowanie brakuje mi śniegu, on jednak sprawia, że klimat świąt jest bardziej wyczuwalny, namacalny.
Nie mam jeszcze jakichś konkretnych planów na Sylwestra, nie mam pojęcia co będziemy robić. W tym roku wszystko jest jakieś takie... Niezorganizowane? Wszystko jest jedną wielką niewiadomą. Nawet jeszcze nie wiem, o której godzinie jest jutro Wigilia, co w gruncie rzeczy jest całkiem ciekawe.
Mam ochotę usiąść w spokoju, włączyć jakiś film i nadrobić zaległości w serialach z kubkiem herbaty w dłoniach, jednak raczej nie będzie mi to dane, zaraz po świętach zaczynam serię kolokwiów i egzaminów i do tego wypadałoby coś w końcu zrobić.
25 listopada 2011
I czując cię obok opowiem o wszystkim jak często się boję i czuję się nikim.
Zastanawiasz się jak to jest, że zależy ci na kimś, a ranisz tę osobę. I tej osobie na tobie zależy, ale też cię rani, mimowolnie, nie zastanawiając się nad tym nawet przez sekundę. Nieświadomie. Jesteś skłonny do wielu poświęceń, ale tej osobie brakuje odwagi, by podzielić się z tobą swoimi problemami, kłopotami i za wszelką cenę chce uporać się z nimi sam. Mimo, że ma świadomość, że może na tobie polegać, że zrobisz co będziesz mógł. I na pewno przy nim będziesz, nie zostawisz, nawet jeśli nie dasz rady pomóc, to będziesz udzielać duchowego wsparcia. I kiedy wiesz, że zależy ci tak bardzo, że jesteś w stanie poświęcić swoje szczęście, by sprawić przyjemność tej osobie, a ona tego nie docenia albo wcale tego od ciebie nie chce – łamie ci się serce. Nie ufa ci. I czujesz jakby twoje życie rozpadało się na drobne kawałeczki. Cały świat wypada ci w jednej chwili z rąk, czujesz jak przelatuje ci przez palce. Po chwili wściekasz się na siebie, bo przecież wiesz, że wszystko będzie dobrze, że jakoś się ułoży i nie powinieneś się martwić, jednak to zalega gdzieś w tobie, jest zakorzenione bardzo głęboko i nie potrafisz się tego pozbyć. W żaden sposób, bo jest to silniejsze od ciebie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)